Kwietniowe nowości – recenzja filmu Tomb Raider

Recenzja filmu Tomb Raider

Niedawno przygotowałam wpis o dobrze rokujących premierach na jakie warto iść do kina w kwietniu. Za mną pierwszy seans filmu z tamtej listy (całą możecie znaleźć tutaj) mianowicie Tomb Raider, który miał premierę 6 kwietnia. Zapraszam do lektury recenzji filmu, a w komentarzach piszcie wasze opinie o tej produkcji lub innych nowościach miesiąca, które mieliście okazję obejrzeć.

Lara Croft to kultowa postać znana z serii gier Tomb Raider wydawanych przez Eidos Interactive wydawcy m.in. Hitmana czy Legacy of Kain (obecnie firma należy do Square Enix). Tym, którzy nie są fanami gier komputerowych, postać ta może kojarzyć się z filmem przygodowym Lara Croft:Tomb Raider z 2001 roku oraz Lara Croft Tomb Raider: Kolebka życia z 2003.

Obraz Roara Uthauga jeszcze przed premierą przysporzył niektórym fanom gry wielu emocji. Część z nich krytykowała obsadzenie Alicii Vikander w roli głównej bohaterki, a ci bardziej złośliwi wprost czepiali się fizjonomii aktorki znacznie odbiegającej od tej, którą miała komputerowa Lara. Inni twierdzili, że filigranowa aktorka do tej pory obsadzana głównie w filmach kostiumowych i dramatach z pewnością nie odnajdzie się w bardzo wymagającej fizycznie roli. Przed premierą w Internecie pojawiło się wiele komentarzy, jaka więc okazała się tak naprawdę nowa odsłona przygód Lary Croft?

recenzja filmu Tomb Raider

Na początku warto zaznaczyć, iż nie jest to kontynuacja filmów z początku 2000 roku. Film Uthauga inspirowany jest głównie grą wydaną w 2013 roku, która zrywa trochę z dotychczasowym wizerunkiem panny Croft ukazując początki jej podróży. W tym przypadku poznajemy Larę jako 21-letnią dziewczynę, która po utracie ojca odwróciła się od rodzinnej fortuny i pracuje jako goniec rozwożąc jedzenie. Młoda dziewczyna podobnie jak jej ojciec ma jednak zmysł analityczny, zamiłowanie do sportu oraz różnego rodzaju łamigłówek. Pewnego dnia Lara trafia na trop możliwej lokalizacji swojego zaginionego przed laty ojca i wyrusza w niebezpieczną podróż na niezbadaną wyspę Yamatai.

A więc jak wypadł Tomb Raider w reżyserii Roara Uthauga? Jak dla mnie bardzo dobrze. Wybierałam się na film przygodowy, który miał zawierać dobre efekty specjalne i to właśnie otrzymałam. Z resztą efekty specjalne i sama Alicia Vikander okazały się najmocniejszymi filarami filmu, który kulał ze strony fabularnej. Scenariusz wprawdzie przewidywalny no i może trochę oklepany, jednak przy dobrej obsadzie i efektach specjalnych momentami przypominających grę okazał się lekkostrawny i przystępny.

recenzja filmu Tomb Raider

Alicia Vikander poradziła sobie w roli Lary znakomicie a jej praca nad sylwetką, jaką wykonała przygotowując się do wymagającego fizycznie filmu, jest naprawdę imponująca. Nie ma co mówić, że Lara w wykonaniu aktorki jest lepsza czy gorsza niż ta Angeliny Jolie. Nowa panna Croft jest po prostu inna i spotykamy ją w innym etapie życia. Nie ma co na siłę doszukiwać się, która jest bardziej podobna do komputerowego pierwowzoru. To co jednak należy zaznaczyć to to, że Vikander tworzy ducha nowej Lary – takiej, której nie da się nie lubić i z pewnością wersji Jolie ta nowa niczym nie ustępuje. Reszta obsady została nieźle dobrana, jednak tak właściwie to stanowią tylko tło dla świetnej w swej roli Vikander.

recenzja filmu Tomb Raider

Film ten to wstęp do uniwersum Lary Croft, która z nieopierzonej dziewczyny staje się hardkorową archeolog. Wkrótce, jeśli oczywiście powstanie kontynuacja, zobaczymy Vikander w roli wizualnie bardziej przypominającej kultową postać – z bronią w dłoniach i warkoczem. Tomb Raider to przewidywalny i mało zaskakujący film, który zawiera w sobie kilka smaczków dla fanów gry z tej serii. Seans uważam za całkiem udany i polecam film zarówno fanom Lary Croft, gier komputerowych jak i produkcji przygodowych z dobrymi efektami specjalnymi. Niewymagająca i mało zaskakująca, lecz dobra ekranizacja z bardzo fajną bohaterką.

Moja ocena to 6,5/10

Źródło zdjęć: imdb.com

Maniaczka kina kierująca się zasadą – każdą produkcję powinno oglądać się zawsze do końca, bo nigdy nie wiadomo czy przypadkiem akurat tego z początku nudnego filmu po obejrzeniu nie uznasz za genialny! Zagorzała fanka gier planszowych, seriali, Tima Burtona oraz Guillermo del Toro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *